Ciało bolesne – dlaczego lubimy cierpieć?

dlaczego lubimy cierpieć

W poprzednim wpisie powiedzieliśmy sobie o naszych podświadomych przekonaniach i o tym, jak mogą oddziaływać one na nasze życie. Tym razem omówimy sobie szerzej temat uzależnienia od cierpienia i podświadomego dążenia do doświadczania stanów umysłu takich jak rozpacz, gniew czy poczucie bycia ofiarą.

Lista odczuć, od których się uzależniamy jest znacznie obszerniejsza – jednak zasada zawsze pozostaje taka sama. Jesteśmy świadomi tego, że określone wzorce zachowań nas unieszczęśliwiają, a jednak jakaś część nas pragnie ich doświadczać. Często budujemy też na ich fundamencie swoją tożsamość, tłumacząc w ten sposób sobie i innym swoje niezbyt fortunne położenie w świecie.

Dlaczego tak się dzieje? Czemu wielu z nas po prostu lubi swoje nieszczęście? I jak możemy się od tej feralnej sympatii uwolnić?

jak uwolnić się od cierpienia

Dlaczego lubimy cierpieć?

Pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zrobić na drodze do wolności emocjonalnej i szczęśliwego życia jest zrozumienie mechanizmu, więżącego nas w szponach nieprzyjemnych emocji.

Wiem – wszystko, co do tej pory napisałem może być dla Ciebie totalną abstrakcją. No bo przecież nikt nie lubi cierpieć, prawda?

Problem w tym, że nasza podświadomość nie zawsze widzi to w ten sposób. Mamy tu do czynienia z wyjątkowo czułą aparaturą, która od najwcześniejszych chwil naszego życia rejestruje okruchy rzeczywistości i wyciąga na ich podstawie pewne wnioski. Zawsze robi to drogą skojarzeń emocjonalnych.

Mechanizmy przetrwania, wbudowane w umysł kilkuletniego człowieka mają jedno zasadnicze zadanie – zapewnić mu wsparcie osób, które umożliwią mu przeżycie. Coś wewnątrz takiego dziecka jest przekonane, że jeśli nie będzie ono otrzymywać bliskości i akceptacji od otoczenia, nie będzie w stanie przetrwać.

Przez długi czas istnienia naszego gatunku było w takim założeniu całkiem sporo prawdy – jakby nie patrzeć do dzisiaj dzieci są w ogromnej mierze zależne od swoich rodziców.

I tutaj zaczyna się cała zabawa z pokrętnymi skojarzeniami.

Jak działa podświadomość? – kodowanie umysłu

Wyobraź sobie dziecko, które kiedy czuje się dobrze, tańczy, śpiewa i krzyczy z radości jest ganione za to, że za głośno się wydziera. I tupie po świeżo wypastowanej podłodze. Słyszy, że ma się natychmiast uspokoić i nie przeszkadzać dorosłym. Dziecko, które kiedy czuje się dobrze, jest w najlepszym wypadku traktowane jak powietrze, któremu trzeba dać jakieś zajęcie, żeby był spokój.

Brzmi znajomo?

A teraz to samo dziecko w trakcie zabawy skaleczyło się w nogę. Albo zachorowało na anginę. Reakcja dorosłych jest zgoła inna. Otaczają swoją pociechę ogromem troski i miłości (która przy okazji pozwala im zrekompensować w swoim sumieniu oschłość z poprzedniej sceny) i stają się najlepszymi rodzicami świata.

Przez cały ten czas podświadomość bohatera naszych historyjek intensywnie pracuje, klasyfikując okruchy doświadczanej rzeczywistości i wrzucając je do odpowiednich szufladek. Naturalnie dąży ona do minimalizacji przykrych doznań i lgnie do tych, w których czuje się kochana, akceptowana i zaopiekowana.

jak działa podświadomość

System zero-jedynkowy

Radość jest zła. Kiedy czuję się dobrze, rodzice na mnie krzyczą. Wtedy kochają mnie mniej. Nie mogę tak robić, bo wyrządzam im krzywdę. W końcu odsuną się ode mnie, a ja nie będę w stanie przetrwać w pojedynkę na tym świecie.

Fajnie jest być chorym. Wtedy rodzice w końcu mnie zauważają, kochają i opiekują się mną. Jest super, kiedy stłukę sobie kolano i wybucham płaczem, bo mama wtedy mnie przytula i mówi miłe rzeczy. Robi to chyba tylko w takich sytuacjach. To znaczy, że ból jest dobry – tylko kiedy mnie coś boli, można mnie kochać.

Takie ciągi skojarzeniowe zostały zainstalowane w mentalnym oprogramowaniu małego bohatera naszych historyjek. Czy są one zgodne z intencjami jego rodziców? Nie do końca. Czy są logiczne? Jak najbardziej. Zostały stworzone na podstawie obserwacji i wielokrotnie powtarzanego doświadczenia – jest to jedyny język, który jest w stanie przemówić do naszej podświadomości.

Dalszy rozwój podświadomych skojarzeń

Tymczasem nasze przekonania rozwijają się dalej, rzutując na dorosłe życie. Odtwarzamy znane z dzieciństwa wzorce zachowań, które naszej podświadomości wydają się najbezpieczniejsze. Wpadając w wir życia i automatycznych reakcji na zdarzenia, które się nam przytrafiają, wciąż odtwarzamy wzorce zranienia, odtrącenia i próby przyciągnięcia uwagi, nabyte w okresie, w którym dopiero co poznawaliśmy świat.

Tak oto wciąż przyciągamy do swojego życia sytuacje, które ściągają na nas emanację obecnego w naszej podświadomości wzorca zachowań. Przydarzają nam się smutne rzeczy, wchodzimy w niefortunne związki, kolejni pracodawcy traktują nas nieuczciwie, a przyjaciele odwracają się od nas jeden za drugim.

Nie wiemy, dlaczego tak jest, więc uznajemy po prostu, że świat tak działa. Przecież zawsze tak było. Przez to samo przechodziły postaci Twoich ulubionych książek i filmów, to samo działo się w Twojej rodzinie i sąsiedztwie – po prostu tak (według naszej podświadomości) wygląda prawdziwe życie.

A wiecie, co jest w tym najdziwniejsze?

Ta nutka satysfakcji – niemal przyjemności – kiedy przydarza nam się coś złego. Coś w nas zdaje się być całkiem zadowolone z niefortunnego układu wydarzeń naszego życia.

Ciało bolesne – mechanizm samounieszczęśliwiania

Ekhart Tolle nazwał tego chochlika, który cieszy się z naszego nieszczęścia ciałem bolesnym. Można je w wielkim skrócie zdefiniować jako zlepek negatywnych wzorców zbudowanych przez podświadomość w procesie kreowania swojej indywidualnej wizji świata. Dla niej nie istnieją takie pojęcia jak przyjemne i nieprzyjemne. Podświadomość widzi tylko coś, co się zgadza albo nie zgadza z wgranym w nią oprogramowaniem. Oprogramowaniem, które tworzyła w okresie, w którym poznawaliśmy podstawowe prawidła świata.

Pamiętasz, na podstawie jakich doświadczeń nastąpiło nasze kodowanie? Ból został przyporządkowany do szufladki dobre. Zapewnia bezpieczeństwo. Daje miłość. Szczęście zostało skojarzone z czymś, co sprawia, że kocha się mnie mniej. Jest niebezpieczne, bo denerwuje tych dużych, ważnych ludzi. Wniosek: definitywnie unikać tego stanu.

 Od tego momentu brniemy więc przez nasze życie, całkowicie nieświadomie szukając tylko okazji, żeby móc znów poczuć się tak bezpiecznie jak w dzieciństwie.  Okazji do tego, żeby ktoś się nami zajął, przytulił i powiedział, że będzie dobrze. Żeby ktoś wziął za nas odpowiedzialność.

dlaczego lubimy ból

Wchodzimy w relacje, które jak najwierniej odtwarzają albo związek naszych rodziców – albo naszą własną relację z nimi. To znamy i tam jest nam bezpiecznie. Tak właśnie wygląda miłość. Nawet jeśli polega ona na regularnych awanturach, w trakcie których dochodzi do rękoczynów. Przecież tak było w domu. Tak właśnie powinno to wyglądać. – szepcze naszemu zdezorientowanemu umysłowi do ucha zaprogramowana na ten rodzaj doświadczeń podświadomość. Nie mamy pojęcia, że jest w nas cokolwiek, co mogłoby CHCIEĆ tej wersji rzeczywistości.

Brzydzimy się nią i chcemy całkiem innego życia. Ale to, co kiedyś zostało zapisane jako niepodważalny model wizji świata jest silniejsze od tego, czego możemy na ten moment świadomie chcieć. I dopóki go nie zdemaskujemy i nie przyznamy się do niego przed samymi sobą, będzie on działał podskórnie, sabotując nasze najszczersze chęci zmiany obecnej sytuacji.

No więc co można z tym zrobić?

Sposób na pracę z tego typu wzorcami jest tylko jeden: obserwacja. Wzbogacona sporą dozą szczerości. Bo nie jest łatwo przyznać się przed samym sobą, że przez długie lata urabialiśmy sobie ręce po łokcie, żeby pozbawić swoje życie kolorów. Że pozwalaliśmy, żeby traktowano nas w sposób, w który z całą pewnością traktowani być nie powinniśmy.

Że sami o sobie mówiliśmy rzeczy, których po prostu się nie wybacza.

Zmarnowaliśmy swój czas i energię na ludzi i dążenia, które nie były tego warte.

Ale wiesz co? Ani jedna chwila z Twojego czasu nie została zmarnowana. Nieważne, jak bezwartościowym w Twojej ocenie działaniom poświęciłeś swoje dotychczasowe życie, doprowadziło Cię ono właśnie tutaj. Takiego, jakim jesteś. Z tym zestawem wartości, doświadczeń i wewnętrznych przeżyć, który posiadasz jako jedyna taka osoba, która kiedykolwiek istniała na tym świecie.

A gdyby nie to, że poznałeś te najmniej ciekawe rejony życia, być może nigdy nie wyruszyłbyś w swoją podróż po prawdziwe szczęście. Uwierz mi – nic nie daje takiej satysfakcji jak świadomość, że wszystko, co masz – cały swój sposób postrzegania rzeczywistości, dzięki któremu czujesz się wspaniale niezależnie od okoliczności zewnętrznych – zawdzięczasz swojej wytrwałości w prostowaniu tego, co wymagało w Tobie uzdrowienia.

jak osiągnąć wolność emocjonalną

 

Szybko zauważysz, że to, co wcześniej było Twoim nieszczęściem – teraz staje się drogą do osiągnięcia bezgranicznej błogości.

 

Każde pojawiające się w Tobie odczucie jest kluczem. Im bardziej przykre i beznadziejne Ci się wydaje – tym więcej możesz dzięki niemu uzyskać.

Odważ się tylko obejrzeć je z bliska. Stań naprzeciw niego z wysoko podniesioną głową i zapytaj, co ma Ci do powiedzenia. Nie zadowalaj się zdawkowymi odpowiedziami – teraz, kiedy już znasz mechanizm powstawania takich odczuć, niełatwo będzie Cię zwieść.

Dociekaj, aż nie dotrzesz do samego korzenia problemu. Dopytuj aż nie zrozumiesz, dlaczego unieszczęśliwianie siebie sprawiało Ci tę dziwną, niejasną przyjemność. Dlaczego czułeś się dzięki niemu bezpiecznie.

To jest podróż, którą musisz odbyć dalej we własnym zakresie. Jeśli kiedykolwiek poczujesz, że potrzebujesz wsparcia – wróć do tego wpisu.

I nie dawaj za wygraną. Nigdy.

4.7 3 votes
Ocena wpisu
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
marysia
marysia
7 miesięcy temu

Bardzo dziękuję za tak konkretne, precyzyjne wyjaśnienie czym jest to nasze „ciało bolesne”, które odkrywam co raz to na nowo i tak się rozwijam. 🙂